Przelotny romans z Grupą B

Rajdowe projekty Citroëna, które nie zakończyły się absolutnym sukcesem i dominacją na odcinkach specjalnych, można policzyć na palcach jednej dłoni nieostrożnego drwala. Taki koniec spotkał Citroëna BX 4TC, będącego jedynym udziałem francuskiej marki w szaleństwach Grupy B z lat 80. XX w.

Ponad 30 lat temu Grupa B stanowiła szczyt technologicznego rozpasania w światowych rajdach. Samochody oparte na lekkiej konstrukcji rurowej z minimalną wagą poniżej 1000 kg wyposażone były w niezwykle mocne silniki, przez co ich czas rozpędzania się od 0 do 100 km/h wahał się w granicach 2–3 sekund zarówno na asfalcie, jak i na szutrze. Szalone prędkości i niebywałe umiejętności kierowców potrzebne do ujarzmienia tych potworów przyciągały rzesze kibiców, co zmotywowało Guya Verriera, oddanego marce szefa Citroën Competitions, do zbudowania konkurencyjnego auta.

Niestety, budżet, którym operował ówczesny dział sportu Citroëna, był niezbyt przepastny, czego efektem było to, że samochód jeszcze przed swoim debiutem w Rajdzie Monte Carlo 1986 był przestarzały. Zamontowany wzdłużnie i daleko z przodu silnik był za słaby – 380 KM to całkiem sporo, ale rywale osiągali już wówczas ok. 600 KM. Co gorsza jego umiejscowienie powodowało dramatyczną podsterowność. Samochód ważył 1150 kg, podczas gdy regulaminowe minimum wynosiło 960 kg. Nawet zwykle będące kluczowym atutem Citroënów zawieszenie nie pomagało, gdyż jego skok był o ponad 7,5 cm mniejszy niż u najlepszego konkurenta.

W Monte Carlo 1986 oba samochody nie dojechały do mety. W Szwecji Jean-Claude Andruet zajął co prawda 6. miejsce, ale z ogromną stratą do rywali w konkurencyjnych autach. Finalnym występem Citroëna BX 4TC był Rajd Akropolu, z którego wszystkie trzy auta się wycofały. Po tak druzgocącym początku i w obliczu zakazu startu potworami Grupy B po sezonie 1986 ze względów bezpieczeństwa Citroën „wyciągnął wtyczkę” i zamknął projekt BX 4TC. Niektóre z pozostałych egzemplarzy startowały jeszcze w rallycrossie, ale marka naciskała na zakończenie startów tym samochodem nawet u zawodników prywatnych. Aby jak najszybciej zapomnieć o tym fiasku, Citroën był gotów nawet odkupywać od właścicieli ich seryjne wersje BX 4TC i je niszczyć. Spośród zaledwie 200 egzemplarzy tego auta przetrwała jedynie garstka, stając się cennym samochodem dla kolekcjonerów.

Mimo tej porażki Citroën nie zraził się do motorsportu na długo. Zbliżały się lata 90. XX w., a w nich marka spod znaku podwójnego szewron wzniosła się na wyżyny, z których nie spadła aż do dziś.

Citroën BX 4TC wyglądał efektownie, ale nie przekładało się to na wyniki na oesach (fot. McKlein)

Oprócz rajdowej wersji postała także jej drogowa odmiana. Do dziś przetrwały tylko nieliczne egzemplarze tego egzotycznego samochodu (fot. Wikipedia)

Silnik rajdowego BX 4TC osiągał 380 KM – to było zbyt mało, by liczyć się w czołówce WRC. Drogowa wersja miała do dyspozycji 200 KM (fot. Wikipedia)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.